Życie to gra – to banalna metafora, która w „[geim]” została pozbawiona jednak jakichkolwiek przenośnych znaczeń. Anders de la Motte przedstawia powieść niezwykle dynamiczną i przepełniona zagadkami.
HP znajduje telefon, który wciąga go do gry. Wiadomościami tekstowymi otrzymuje kolejne zadania. Zaczyna się od psikusów wyrządzanych przypadkowym osobom. Z czasem robi się niebezpieczne. HP nie potrafi mimo wszystko zrezygnować z tajemniczej zabawy, gdyż rośnie liczba fanów oglądających filmiki z jego wybrykami, a on sam zmierza do szczytu listy rankingowej graczy. Dodatkowo za wykonanie zadań dostaje zapłatę. Nie jest to bez znaczenia, gdyż HP nie może znaleźć stałej pracy, jednak największym motorem jego działania okazuje się chęć bycia numerem jeden.
Anders de la Motte prowadzi równolegle opowieść o inspektor Rebecce Normén, która poza wspinaniem się po szczeblach kariery w świecie rządowych ochraniarzy, gdzie prym wiodą mężczyźni, próbuje dokonać ostatecznego rozrachunku z koszmarami przeszłości, podsycanymi przez kogoś anonimowymi liścikami.
W głowie czytelnika rodzą się kolejne pytania. Co łączy obu bohaterów? Do jakich zadań zostanie zmuszony HP? Kto stoi za tajemniczą grą? Kto ze spotykanych przez HP ludzi też jest graczem? Nadzieja na uzyskanie odpowiedzi nie pozwala nam się oderwać od [geim]. Przez chwilę możemy odnieść wrażenie, że mamy do czynienia z teoriami spiskowymi rodem z Kodu Leonarda da Vinci. Sprawa okazuje się nieco bardziej skomplikowana.
Powieść czyta się szybko. Anders de la Motte sięga po kolokwialny język dopasowany do charakteru postaci, o której właśnie opowiada. Mimo narracji trzecioosobowej znajdujemy się blisko bohaterów. Bardziej wrażliwych czytelników może razić częste sięganie po wulgaryzmy – szczególnie w miejscach, w których opowieść dotyczy HP.
Na uwagę zasługuje również swoboda w posługiwaniu się wiedzą z zakresu nowinek technicznych, szczegółów dotyczących broni oraz działalności instytucji, które przewijają się na kolejnych stronach. Dzięki temu świat przedstawiony jawi się czytelnikowi jako niezwykle spójny.
Efekt może zepsuć jedynie nazbyt otwarte zakończenie. Jakby kolejne strony też powinny być zadrukowane. Należy pamiętać jednak, że to początek trylogii.
Największym plusem powieści Andersa de la Motte jest tempo akcji. Nie ma w niej właściwie fragmentów, które służyłyby zapchaniu dziury, zbędnemu rozbudowywaniu fabuły czy topornych wątków pobocznych. Cały czas przemy do przodu, wciągnięci w literacką grę, od której trudno się oderwać wcześniej niż przed ostatnią stroną.
Michał Domagalski
Tekst opublikowany w ramach projektu Kryminalny maj
[geim]
Anders de la Motte
tłumaczenie: Paweł Urbanik
tytuł oryginału: [geim]
kategoria: literatura szwedzka/thriller/sensacja/kryminał
wydawnictwo: Czarna Owca
data wydania: wrzesień 2012
liczba stron: 336
--------------------------------------------------
Recenzja ukazała się wcześniej na Xięgarnia.pl